07 Gru

#Instruktor ST – Iwona Mirońska Gargas

Kiedy Pani stwierdziła, że chce zostać Pani instruktorem teatralnym?

Teatr, jego magia, fascynował mnie od dziecka. Był dla mnie jak świat po drugiej stronie lustra, jak inny, wymarzony i nieosiągalny wymiar. Zawsze pragnęłam być jego częścią... Jako bardzo młoda dziewczyna byłam szalenie zakompleksioną osobą, bez wiary we własne możliwości, ba! nawet bez świadomości, że być może są we mnie jakiekolwiek możliwości! I właśnie z powodu tych kompleksów i braku wiary w siebie samą nie zdobyłam się na odwagę by pójść na zajęcia teatralne w liceum, do którego chodziłam i gdzie przygotowywano chętnych do 15. Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego (w tym roku była jego  63. edycja!) Teraz wiem, że powinnam to zrobić, ale wówczas... Zatem kilka lat później, kiedy uświadomiłam sobie, że nie mogę zostać zawodową aktorką postanowiłam poszukać innej możliwości spotkania z marzeniem, innej mojej obecności na scenie. By móc chociaż w bardzo małej skali dotknąć tego mojego marzenia, ukończyłam szkołę przygotowującą mnie do zawodu instruktora teatralnego. Uczyłam się w niej reżyserii, sztuki aktorskiej, grałam w spektaklach – takie małe szczęście :), a później jako instruktor uczyłam się tego, jak pomagać młodym ludziom w przełamywaniu ich lęków, niewiary we własne możliwości i jak pomagać w spełnianiu ich teatralnych marzeń. Było to bardzo, bardzo dawno temu... miałam wówczas 21 lat.

 

Czy myślała Pani o zostaniu aktorką?

Tak...:) oczywiście... nawet zdawałam do PWST w Warszawie (obecnie AT). Ale  k o m p l e t n i e   n i c  nie wiedziałam i  n i c  nie umiałam i nie miałam nikogo, kto mógłby mi pomóc i przygotować do egzaminów i przez te egzaminy „przeprowadzić”. Myślę, że to doświadczenie z egzaminami było mi potrzebne po to, aby teraz móc pomagać innym w spełnieniu ich marzeń o aktorstwie.

 

kliknij w zdjęcie aby przejść do galerii

Czy podczas pracy nad tekstem z osobą którą przygotowujecie do konkursów, wolicie gdy osoba ta zgadza się z Waszymi interpretacjami, czy bardziej upiera się przy swoich interpretacjach?

Instruktor jest po to, by uczyć zasad mówienia, właściwego oddechu, emisji głosu,  skupienia, obudzić w recytatorze świadomość ciała i wychodzącego z niego głosu oraz  świadomość przestrzeni scenicznej, zadbać o wyrazistość słowa. Jest  po to, by przekazać recytatorowi wiedzę z zakresu poetyki, uzmysłowić, że inaczej mówi się teksty Gałczyńskiego, Leśmiana, Herberta, Szymborskiej, Norwida czy  Kochanowskiego. Moim zadaniem, jako instruktora, jest budzenie świadomości i wrażliwości recytatora, a w dalszym etapie pracy mówienie mu czy słyszę, rozumiem i czy chcę słuchać tego co do mnie mówi. Oczywiście, że rozpoczynając pracę nad wierszem mam swoją wizję tego tekstu, swoje jego rozumienie i własną jego interpretację i bronić jej będę jak niepodległości, ale tylko wówczas, gdy to ja wychodzę na scenę i ja mówię ten tekst. Natomiast pracując z recytatorem wiem, że jest to zupełnie inny człowiek mający własną wrażliwość, duchowość, inne przeżycia i doświadczenia. Ja swoimi chętnie dzielę się z osobami z którymi pracuję, bo jestem bogatsza życiowo w doświadczenia i emocje o kilka dekad, ale dzielę się tym wszystkim po to, by ułatwić im, między innymi, zrozumienie sensu tekstu – o ile taka potrzeba zachodzi. Natomiast bardzo cenię sobie, szanuję i zgadzam się na interpretację recytatora, bo to On wychodzi  na scenę i to On odpowiada za to co i jak powie, za to czy widz mu uwierzy, w końcu to On, Recytujący, bierze na siebie odpowiedzialność za słowa powierzone mu przez Autora! Chyba, że zdarza się tak, że jest to ze wszech miar nie trafione zrozumienie tekstu, kontekstów itp. :). Wówczas staram się naprowadzić osobę z którą pracuję na „właściwsze tory”, czasami przekonać do swoich racji. Ale przekonać, a nie zmuszać do przyjęcia mojego punktu widzenia. Przecież to byłaby nieudolna kopia instruktora. Fuj! Reasumując: wolę, żeby osoba z którą pracuję miała swoje zdanie i potrafiła argumentować i bronić swoich racji, ale która nie idzie bez sensu w zaparte. Wolę pracować z osobami myślącymi i mającymi w sobie dużo pokory i szacunku dla Autorów i Widza.

 

Co Pani daje praca z recytatorami? Czego w szczególności nauczyła Panią sama recytacja?

ad.1.

  1. Radość z kontaktu z drugim człowiekiem, z pracy z nim i z pracy nad tekstem.
  2. Satysfakcję z tego co robię.
  3. Szczęście, gdy nie słyszę już gadania a zaczynam słyszeć mówienie, gdy patrzę jak się Recytatorzy rozwijają, mądrzeją i szlachetnieją, gdy mogę pomóc w spełnianiu ich marzeń o recytacji i aktorstwie.
  4. Radość, satysfakcję i szczęście gdy słucham moich podopiecznych na scenie:)
  5. Nowych Przyjaciół od Słowa.
  6. Większą wrażliwość, tolerancję na drugiego Człowieka, na jego odmienność.
  7. Znajomość literatury, której bym nie odkryła gdyby nie recytacja.
  8. Nieprzespane noce... koszmarne zmęczenie...:)

ad.2.

  1. Pokory (chociaż mam jej jeszcze za mało)
  2. Pokonywania strachu przed publicznymi wystąpieniami.
  3. Pokonywania tremy przed mówieniem obcych tekstów.
  4. Radości z odnajdywania między wersami tajemnic Poetów i piękna zapisanych przez Autorów fraz.
  5. Uważniejszego czytania tekstów poetyckich, w ogóle książek!
  6. Wnikliwego wsłuchiwania się w siebie samą.
  7. Staranniejszego mówienia na co dzień.

 

 

Nigdy w życiu nie kazała mi Pani czegoś powtórzyć, skopiować (chodzi mi o teksty), po Pani, po kimś etc. Jak to Pani robi, że za pomocą paru słów, kolorów, dźwięków nagle widzimy i czujemy coś czego nigdy nie było w naszym życiu i budujemy nowych nas na scenie. Nowych, ale wciąż jesteśmy sobą tylko z jakiejś innej planety. Może to nie pytanie, ale coś w tym jest i musiałam napisać.

Tak sobie myślę, że każdy człowiek rodzi się w jakimś celu, że ma w swoim życiu coś do zrobienia na tym dziwnym świecie –  a Pan Bóg pomaga mu w wypełnieniu jego misji obdarowując pewnymi predyspozycjami. Ja mam pracować z recytatorami:) I nie ma tu najmniejszej mojej zasługi w tym, że te słowa, kolory, że dźwięki... Przyszłam na świat z taką a nie inną wrażliwością i wyobraźnią, i tak po prostu mam:))) Jedyne co dokładam od siebie to serducho, które wkładam w to co robię...

Bardzo dziękuję za tych nowych Was na scenie! :))). Och, jak to co napisałaś pomaga w szukaniu słów, kolorów i dźwięków – bo wtedy wiem, że to co robię ma sens, że jest potrzebne… że ja jestem komuś potrzebna...:)

 

 

ad.1.

Nie wszystkie spektakle, które reżyserowałam, były zagrane tyle razy ile uważam, że można było zagrać:( Ale takie jest życie: jedni wychowankowie zbyt wcześnie wylatują z mojego recytatorskiego gniazda w swoją dorosłość, inni zamieniają recytację i teatr na muzykę, a jeszcze inni odchodzą, bo mają jakieś swoje powody i muszę je uszanować lub chociaż zaakceptować. Ale zawsze będę żałowała tych nie zagranych spektakli... A zmieniłabym, starałabym się zmienić! siebie, ograniczając moją ogromną ufność do ludzi i wiarę w ich lojalność względem mojej osoby. Rozgoryczenia spowodowane zachowaniem osób, które obdarza się bezgranicznym zaufaniem i których traktuje się jak równorzędnych partnerów, bardzo boli. Chociaż wiem, że człowiek jest słaby i ma prawo do błędów...:) To takie moje egoistyczne, zbożne życzenie zmiany, gdyby można było cofnąć czas...) Mniej by wówczas bolało życie...

ad.2.

Największą satysfakcję daje mi obserwowanie jak moi wychowankowie stają się świadomymi Mówiatorami. Jak rozwijają się, dorastają do Słowa. Gdy widzę jak zdobywają kolejne stopnie wtajemniczenia recytatorskiego, gdy słyszę jak z każdym kolejnym konkursem mówią lepiej i lepiej, kiedy na zajęciach usłyszę ich głosy i energię wcześniej w nich ukryte, i zobaczę ich zdumienie w momencie gdy podczas ćwiczeń, po kilku miesiącach pracy, usłyszą własny, potężny głos. Jak wiem, że chociaż w małym stopniu przyczyniłam się do spełnienia ich marzeń o Recytacji, udziale w wielkich ogólnopolskich konkursach czy otrzymaniu indeksu uczelni teatralnej, kiedy mogę zobaczyć ich na zawodowej scenie! 🙂 Jest też inny rodzaj satysfakcji – cisza i zasłuchana publiczność na spektaklach :))...

 

- -  Rozmowa z dnia 1.09.2018 r.  - -

 

kliknij w zdjęcie aby przejść do galerii